Witamy w wydawnictwie FARTA®

Firma Farta z siedzibą w Rzeszowie i Zwiazek Pisarzy Polskich na Obczyznie z siedzibą w Londynie poleca książkę "Róża i kamien. Podróże na Kresy".

Firma Farta z siedzibą w Rzeszowie i Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” poleca książkę "ŚLADAMI SŁÓW SKRZYDLATYCH ...".

Znakomitego poety Kresów i Pogranicza - Mariusza Olbromskiego.

Zmówienia na zakup książki należy skladać na adres:

  • e-mail: farta@farta.pl
  • fax: 17 850 73 04
  • listownie: Biuro Handlowe FARTA
    ul. Broniewskiego 8
    35-206 Rzeszów

Cena książki:

"Róża i kamień. Podróże na Kresy" 30 zł plus koszt przesyłki

(1 szt. - 6,10 zl, 2 szt. - 8,70 zl, 3 do 10 szt. - 17,00 zl powyżej 10 szt. - przesyłka gratis)
Książki można odebrać bez kosztów przesyłki pod adresem Biura.

"ŚLADAMI SŁÓW SKRZYDLATYCH..." 65 zł plus koszt przesyłki

(1 szt. - 8,50 zl, 2 do 10 szt. - 17,00 zl powyżej 10 szt. - przesyłka gratis)
Książki można odebrać bez kosztów przesyłki pod adresem Biura.

Mariusz Olbromski

Autor - wspólczesny poeta i prozaik


- opublikował książki o tematyce kresowej:
"Dwie podróże",
"Niepojęte, niewysłowione",
"W poszukiwaniu zagubionych miejsc",
"Poemat jednej nocy",

a także z okazji Roku Słowackiego w 2009, głośna, poszukiwana przez koneserów poetycko-prozatorską książkę "Lato w Krzemieńcu. Legendy znad Ikwy".
Jest tez autorem bogato ilustrowanej książki-albumu opatrzonego obszernym wstępem "Śladami słów skrzydlatych. Pomniki pisarzy i poetów polskich na dawnych Kresach Południowo-wschodnich Rzeczpospolitej".
Pisarz jest wielokrotnym laureatem ogólnopolskich konkursów literackich "U progu Kresów", członkiem warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.






"Róża i kamień. Podróże na Kresy" Recenzje

    Róża i Kamień. Podróż na Kresy (Londyn-Przemyśl-Rzeszów 2012) to kolejny tomik poetycki Mariusza Olbromskiego, polonisty, muzealnika, ale także wrażliwego mistrza słowa. Zgodnie z podtytułem prezentowany zbiór wierszy można potraktować jak poetycki przewodnik po kresach, krainie, z którą poeta jest związany w sposób szczególny. Jak podkreślił Jan Wolski poetyckie podróżowanie Olbromskiego to bezwzględna konieczność. To z jednej strony opisywanie uroku kresowego krajobrazu, zapisywanie nostalgii towarzyszącej podróżom na Wschód, ale także obszerny dokument przeżyć wewnętrznych, bowiem „wszystko co ujrzałem nie pozwala milczeć” (Róża i kamień).
Tym peregrynacjom towarzyszy przeświadczenie, że
„Rzeczy  boją się czasu, a skrzydłem pamięci,
niech trwają w locie z nami uniesione” (Przed podróżą).
Jest więc poezja nie tylko formą artystycznego zapisu, poezja ma tę szczególną moc ocalanie przed zapomnieniem. I taki cel przyświeca Mariuszowi Olbromskiemu.
            Autor pogrupował swoje wiersze w rozdziały tematycznie odpowiadające geograficznym podziałom dawnych ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Połączył wiedzę historyczną i kresowy regionalizm z własnymi wyobrażeniami i nastrojowością. Zabieg to zapewne celowy, jasny i czytelny, bo świadczący o przemieszczaniu się w czasie i przestrzeni. Książkę otwiera Lwowska odyseja. Już tytuł tego rozdziału sugeruje, że odbędziemy długą podróż, że – niczym Odys – będziemy pod dyktando poety wracać do jego (a może i własnej) Itaki. Tej ojczyzny utraconej, którą dla wielu jest Lwów. Czytając kolejne strofy, odbywamy wspólnie z poetą nostalgiczne spacery po mieście, w którym na każdym kroku jawi się Polska. Nie bez powodu uczynił autor mottem tej części zbioru słowa Zbigniewa Herberta „Tyle uczuć mieści się między jednym uderzeniem serca a drugim”.
            Jakie jest więc to miasto, w którym poeta wędruje śladami Jana Pawła II, zatrzymuje się, aby „w słońcu września podumać” (Gdy lecą kasztany), wspomina lwowskich twórców z grupy Skamander? Jest szczególne, bo pełne tajemnic i niezwykłych ludzi. I na tym właśnie polega wartość poezji Mariusza Olbromskiego, że z takim samym pietyzmem opisuje rzeczy ważne, jak i z pozoru nieistotne drobiazgi. Dlatego zachwyca go ogród, w którym witała go gospodyni „z zaśpiewem znajomym” (Ścieżka przez ogród). A jednocześnie z każdego wersu tchnie żal i nostalgia za utraconym światem, za odchodzącym jedynym w swoim rodzaju humorem lwowskim. Nie lada sztuką jest tak operować słowem, by zawrzeć w nim tęsknotę do rzeczy najprostszych…
Mariusz Olbromski to uważny obserwator, erudyta, człowiek o dużej wiedzy z zakresu kultury, który z powodzeniem mógłby przygotować wykład o architekturze i sztuce Lwowa, ale z pokorą podkreśla, że „usta ciszy mówią najgłośniej” (Wykład uliczny).
Opisywany Lwów staje się dla poety wstępem do lektury Homera i taki koncept może zadziwiać, ale też zachwycać. Autor z konsekwencją godną naukowca dowodzi związków świata antycznego ze światem Lwowa, podkreśla, że
„przekład Parandowskiego zmienił w życie
zakurzone strofy i później wędrowały
we mnie w oryginale heksametru stopy
dzięki mądremu znad Odry batiarowi” (Lwowska odyseja).
To zestawienie wielkiej kultury czasów Homera z lwowską codziennością i tradycją  ukazuje mistrzostwo pióra Mariusza Olbromskiego, który potrafi poznawać i nie poznawać jednocześnie. Zachwyt Lwowem idzie w parze z podziwem dla twórców antycznych. Olbromski przywołuje postaci i sceny z mitologii, aby zestawić je z urokiem podziwianych miejsc. Z równym pietyzmem opisuje też ludzi mu współczesnych, a bliskich, bo – jak on – oddali serce Kresom. To dlatego podkreśla, iż Janusz Wasylkowski tak „się w mowie lwowskiej rozsłonecznił, że czas warszawski śpiewnym słowem złoci” (Warszawski latarnik).
W innym tekście autor zaprasza czytelnika do odwiedzenia lwowskich salonów, dyskretnie podglądając sny „porcelany w serwantkach, w szafach dzieł tak pięknie oprawionych” i nadziwić się nie może, „że nie zgniótł ich walec historii” (Nasłuchuję tonów).
Wersy swoich wierszy Olbromski zaludnił postaciami ze świata dawnego Lwowa, przewijają się niczym w kalejdoskopie Włada Majewska, Jerzy Janicki, Aleksy Jutin („fotograf ulotności”), Jan Pinsel, św. ks. Zygmunt Gorazdowski, Gabriela Zapolska… Takie osoby pojawiają się w tekstach, ale często też dedykuje im poeta swoje wiersze. Dedykacje to swoisty spis znajomych i przyjaciół, z którymi łączy go umiłowanie Kresów. To z nimi pragnie spotykać się, bo wtedy
„Spotkania – przęsła mostu
tęcze słów z barwami się przeplotą
muzyką… (Spotkania).
Wiersze Mariusza Olbromskiego pełne są nostalgii za czasem utraconym, ale są też formą zapisu, przywracania pamięci tego, co odeszło lub właśnie odchodzi. Dzięki jego tekstom miejsca i ludzie nie odejdą w zapomnienie, bo „nie ginie nic co z miłości pochodzi” (Z Sokolej Góry).
Sztuką jest umieć pochylać się nad drobiazgami, a Olbromskiemu udaje się nie tylko zachwycać ułamkami rzeczywistości, ale jeszcze inspiruje czytelnika do zatrzymania się w biegu, do przyjrzenia się kaflowi wyrzuconemu, który przypomina baśnie wszystkich nocy i zachwyca oko zdumione (Kafel na podwórku).
Poeta chwyta wrażenia jak puch, odbywa podróż w archipelag widm, odkrywa jak Kolumb i w ten sposób ocala. Bo jego wiersze to próba ocalenia, przypomnienia, przekazania, zapisania dla przyszłych pokoleń, tego co pokochał…
„Bo tylko miłość wciąż na straży stoi
wyryta w słów czułym marmurze
nad gestem, ciepłem twarzy, pięknem
czynu i sceny, która już się nie powtórzy (Pamiętniki).
I poetycki dowód wierności, bo gdy zamyka oczy, to widzi Lwów i choć ma świadomość, że za mało go „by wejść w każdy zaułek”, to przecież każdym oddechem pisze „traktat o wierności” (Widzę Lwów).
Z królewskiego Lwowa zabiera poeta czytelnika do Drohobycza – „miasta, gdzie były sklepy cynamonowe”. „Sklepy cynamonowe” Bruno Schulza weszły do kanonu – nie tylko szkolnych – lektur, więc wyprawa do tej jedynej w swoim rodzaju krainy wyobraźni jest niemal czytelniczą powinnością. Z prawdziwym pietyzmem utrwala Olbromski w słowach „pastele duszy artysty” (był przecież Schulz to uznany grafik, rysownik, malarz), „klepsydry czasu sypiące czarną grozę” (nawiązanie do okoliczności śmierci Schulza), stangreta, który „w powozie wiezie tylko błękit” i „krasnala, co „patrzy w bajek cudny świat” (Schulz malował bohaterów bajek) (Pastelowe freski).
Niesamowita magia Drohobycza urzekła poetę, uwiedli go (podobnie jak Chciuka, Wierzyńskiego czy Lachowicza) bohaterowie „wielkiej księgi nocy Drohobycza oprawnej w ćwieki gwiazd” i tajemnicze zjawy przychodzące „w jasnej kurzawie” (Srebrny Drohobycz).
Z jednakowym zaangażowaniem opisuje poeta majestat Lwowa czy urok Drohobycza, jak i przygraniczne świątynie, które nawet pokryte chaszczami „nigdy nie są opuszczone”, „bo Miłość tam przedziwnie czuwa”. Trudno się więc dziwić, że mijane podczas podróży pochylone wieże uznaje Olbromski za
„znaki w przestrzeni tęsknot i nadziei,
trakty do niebios w ciszy zagubione – „ (Przygraniczne świątynie).
W swojej poetyckiej wędrówce odwiedził poeta miejsce narodzin wieszcza Słowackiego – Krzemieniec, nie bez powodu nazwany „miastem tęsknoty”, bo
„tylko tęsknota Twa tutaj krąży
przez ten sen najgłębszy” (Miasto tęsknoty).
Wędruje poeta błękitnymi ścieżkami, spogląda, „gdzie Dobromila majaczą zarysy i Drohobycza białe plamy giną…” (Błękitne ścieżki). Bardzo sprawnie łączy poezję z malarstwem, ze świadomością, że „cisza barw ma głębię mowy” (Mistrz Jan Stanisławski). Operuje barwami, posługuje się „najlepszą techniką chwytania światłocieni” (Zygmunt Haupt: przy piórze), by po chwili oddać wyższość muzyce rzeki – świateł, co jest językiem Boga (Na Dniestrze). A wszystkie te artystyczne zabiegi służą opisaniu „zapodzianych klejnotów przeszłości (…) chronionych ciszą i opuszczeniem” (W słońcu Podola). Są odpowiedzią na dochodzące z Wołynia szepty: „nie zapomnij, nie zapomnij” (Pański kasztan).
Jest Olbromski – polonista i poeta – piewcą sztuki pisania listów, ma świadomość, że „nie będzie nikt już pisał listów jak Sienkiewicz,
ani diamentów Słowackiego poczty nie przyniosą”.
W świecie współczesnym zamiast listów, co „z szuflady wyfruną nagle jak anioły” mamy tylko „ułamki zdań zdawkowych” z smsów. I świadomość, że
„Po nas elektroniczny złom zostanie
między ciszą galaktyk, a ziemi obłokiem” (Epistolografia).
Zachwyt i rozczarowanie, wspaniała przeszłość i smętna teraźniejszość, dostojeństwo i codzienność – wszystko to powoduje rozterki czy wręcz rozdarcie wewnętrzne i stąd te dwuznaczne słowa:
„Znowu płynę tylko sam, lecz w łodziach dwóch
pośród dwojga roziskrzonych zmiennie nieb…” (Dwa nurty).
Czytelnik wierszy Olbromskiego z pewnością zwróci uwagę na formę poetyckiego wyrazu. Z pozoru są to wiersze proste, ale napisane wykwintnym językiem, pełnym – rzec by można – szlachetnych metafor, niedopowiedzeń. Poeta z niezwykłą gracją operuje barwami, nastrojem, sprawnie używa lwowskiej gwary. Dzięki temu, „to, co prawie znikło, wciąż świetnością swoją płonie” (Siedziba).
Warto zadać sobie pytanie o poetyckie inspiracje autora prezentowanego tomiku wierszy. Jest Mariusz Olbromski przede wszystkim sobą, miłośnikiem kresowych krajobrazów, choć gdzieś pobrzmiewają poetyckie dywagacje księdza Twardowskiego („nadzieja tak trudna, a rozpacz tak łatwa”) czy zachwyt nad łąką i stepem na wzór Mickiewicza połączony z retorycznym pytaniem („nikt tu już nie wspomina --- a czy nikt – nie woła?”). Ale to może tylko złudzenie…

Jest więc tomik Olbromskiego próbą stworzenia poetyckiego manifestu człowieka, który na zawsze związał się z Kresami, gdzie „w lustrze widzi siebie” i zadaje sobie istotne pytanie:
„Cóż godniejszego właśnie tutaj
niż z pnia prastarej mowy
zaszczepić nowe ogrody?”
I choć nie znajduje na nie odpowiedzi, to towarzyszy mu przeświadczenie, że właśnie na Kresach możliwe jest trwanie – ta „ciągła podróż z różą przez sen – i zachwycenie – i śpiewanie – ”.
Nie bez powodu w tytule omawianego tomiku pojawiają się dwa symbole: róża i kamień. Kamień symbolizuje materialne dobra polskiej kultury, które pozostały na Kresach i coraz trudniej oprzeć im się działaniu czasu i ludzi, choć pozornie trwałe – ulegają zniszczeniu. Zostanie zaś tylko to, co głęboko tkwi w sercu. Z pozoru ulotne, symbolizowane przez różę.
W tej poetyckiej formie Olbromski apeluje do świadomości Polaków – brońmy naszej kresowej tożsamości, ocalmy pamięć o Kresach.

                                                                                                                                                                                    Jolanta Załęczny

 

Są te wiersze, pogrupowane w działy, pewnego rodzaju opowieścią o tym, ze istnieje ciągłość, mimo tego, ze zazwyczaj doznajemy intensywnie tylko chwil bieżących, albo w bieżącym czasie tych pojedynczych, wyławianych z morza przeszłości, z oceanu pamięci. Bo poeta wierzy, ze tak naprawdę to chwila naszego spojrzenia, poświecenia uwagi, refleksja są zagęszczaniem w pamięci. Poezja bowiem może utrwalać i ocalać, a poeta ma moc, by przeżytej chwili, doznaniu, odczuciu nadać kształt jedyny i niepowtarzalny. To mgnienie wyrzeźbione słowem czyli apoteoza chwili szczególnej...

                                                                                                                                                                                    Jan Wolski

Recenzja Ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski

Poezja kresowa Mariusza Olbromskiego                   02-02-2014, 12:08
W słowie wyrzeźbione mgnienie
Poezja Mariusza Olbromskiego oddycha powietrzem Kresów, syci się pejzażami stepów i starych ogrodów okalających dwory ukruszone zębem czasu. Powstaje ze zderzenia obrazów przeszłości utrwalonych w księgach, na płótnach mistrzów, w domowych pamiętnikach z teraźniejszym stanem oglądanych rzeczy, które zachowują swój niepowtarzalny urok, choć zniszczone przez wojny i wieki. Autor zbioru wierszy Róża i kamień....

Pełna recenzja przejdź do recenzji.